Dziękuję Wam wszystkim!!!!!

Już tylko tydzień został do startu ligi mistrzów świata. Pojawia się więc pełno informacji na temat składów klubów PlusLigi, zaraz zostanie wydany Skarb Kibica, informatory… Wiele razy pytaliście mnie, gdzie pojawi się moje nazwisko, czy jeszcze się zdecyduję na grę. Cóż, to jest ostatni felieton w „PS”, który piszę jako czynny sportowiec….
Sportowcem nie przestanę być nigdy, jestem nim z krwi i kości, umrę jako sportowiec. Ale już nie będzie to mój zawód.  Nadszedł czas pożegnania z boiskiem i jest mi z tym ciężko. Tak jak wielu innym, o których ostatnio pisałem – choćby w naszej dyscyplinie o Sergio czy wielkim mistrzu Tomaszu Majewskim.
Jak się okazało, ostatnim moim meczem przy dużej widowni było pożegnanie Pawła Zagumnego w Spodku. Naszła mnie wtedy taka refleksja, że to już nie jest moje miejsce. Że muszę znaleźć coś innego, że będą nowe wyzwania. 

Patrząc profesjonalnie, koniec nastąpił wcześniej – w ostatnim meczu Asseco Resovii. Zresztą po nim napisałem na blogu: „The End”. To faktycznie był koniec. 
Myślę o całej mojej karierze – coś człowiek wygrał, coś przegrał. Wiem, że czasem wzbudzałem w was pozytywne, a innym razem negatywne emocje i uczucia. Mówią, że miarą sukcesu człowieka jest liczba wrogów, jakich ten sukces mu przysporzył. Mam więc nadzieję, że moich były miliony, bo to by oznaczało, iż jestem człowiekiem sukcesu! 
Słuchajcie, kibice – chcę wam bardzo podziękować, że przez te wszystkie lata mojego sportowego życia byliście ze mną. W czasie sukcesów, ale i porażek. Wtedy zdarzało się, że niektórzy mnie wspierali, inni rozpoczynali falę hejtu. Ale i za niego wam dziękuję, bo przyznam się trochę, że on działał na mnie mobilizująco. Krytyka, nawet jeśli nie była zbytnio konstruktywna, to jednak zawsze pchała mnie do przodu. Chciałem udowodnić, że jeszcze mogę, że zrobię więcej i lepiej, że wam wszystkim jeszcze pokażę! Życie sportowca to nie jest tylko pasmo sukcesów, często pojawiają się w nim łzy, a wasze, czasem gorzkie, słowa pozwalały mi się dźwignąć.
Karierze klubowej i reprezentacyjnej poświęciłem bardzo wiele, nadszedł czas, by poświęcić się bardziej moim najbliższym, mojej rodzinie. Oczywiście wiele razy myślałem nad tym, czy nie uda się pobić rekordu mojego idola z dzieciństwa Krzyśka Wójcika, który grał do 43. roku życia, jednak życie napisało za mnie zupełnie inny scenariusz. Już nie będę grał, już nie założę w PlusLidze koszulki z numerem 16, na cześć mojego przyjaciela Arka Gołasia. Już nie będzie ta szesnastka zarezerwowana tylko dla mnie. W oku kręci się łza, bo przecież rywalizację sportową mam wpisaną w charakter, weszła mi ona w krew. Ale powiedziałem „dość”, choć dostałem kilka propozycji z różnych klubów – dzięki wam za to, że mnie namawialiście. Nadszedł jednak czas pożegnania. Na koniec kariery grałem w klubie, który dał mi w moim życiu najwięcej, gdzieś w głębi czułem, że w innym miejscu chyba nie dałbym tyle, ile w Rzeszowie.
Dziękuję przede wszystkim mojej rodzinie, która znosiła mnie przez te lata, zrozumiała istotę sportu i poświęciła się, żebym ja mógł skupić się niemal tylko na karierze sportowej. Dzięki kolegom z boiska, którzy wytrzymywali ze mną, tolerowali zachowania, które czasem wołały o pomstę do nieba. Mam nadzieję, że jeszcze uda mi się zorganizować spotkanie, w trakcie którego podziękuję wam wszystkim za wspólne chwile, sukcesy i porażki. Jest taki plan. Mam nadzieję, że go zrealizuję i będzie mnie można jeszcze zobaczyć na boisku. 
Dziękuję też sędziom, którzy znosili mój charakter, wielu pewnie posłuchało o problemach ze wzrokiem, ale mam nadzieję, że mi wybaczacie. Miałem taki charakter, jaki miałem i on zaprowadził mnie do miejsca, w którym dziś jestem.

Dziękuję trenerom, którzy musieli się ze mną męczyć. Każdy z was naprawdę wniósł bardzo wiele do mojego repertuaru, rozwijał mnie zarówno jako gracza, ale i jako człowieka. 
Serce na pewno jeszcze nieraz zaboli, gdy będę na meczu, gdy zobaczę szykujących się do wyjścia na boisko chłopaków. Jeszcze nieraz chęć gry mnie poderwie. „To już jest koniec, nie ma już nic” – tak śpiewają Elektryczne Gitary. U mnie nie będzie „nic”. Całe życie oddałem sportowi i przy nim chcę pozostać. A że zawsze miałem spore parcie na szkło i wszyscy się ze mnie śmiali, że lubiłem media, to chyba w tej działce spróbuję się realizować. I oczywiście być przy mojej ukochanej siatkówce! Więc do zobaczenia. Tylko już nie po drugiej stronie boiska, a raczej po drugiej stronie ekranu.

Komentarze

komentarzy