Giba !!!! Prawdziwy fighter 

Naszło mnie na kilka wspomnień

To był 1994 rok, byłem nastolatkiem stawiającym pierwsze kroki w siatkówce, pojawiały się pierwsze powołania do młodzieżowej kadry Polski. Pamiętam, że pewnego dnia podchodzi do mnie tato i rzuca propozycję wyjazdu w jedno miejsce, na mecz naszych juniorów. Grało tam kilku jego wychowanków albo był zainteresowany ich ściągnięciem do takiej miejscowości jak Wałbrzych. Przypomnę tylko, że kiedyś to był bardzo silny ośrodek młodzieżowej siatkówki, wielu dobrych graczy wyszło spod ręki tamtejszych fachowców, m.in. mojego ojca. Ja, jako osoba mocno zainteresowana siatkówką, oczywiście chciałem jechać i razem wsiedliśmy do naszego bardzo wolnego samochodu. Podróż mi się dłużyła, bo jak najszybciej chciałem zobaczyć w akcji naszych juniorów. Pamiętam jak dziś, mecz miał się odbyć w jastrzębskiej hali przy ulicy Szerokiej. Młodsi pewnie jej już nie pamiętają – było w niej mało miejsca wokół boiska, lecz za to bardzo wysoko ponad nim. Tylko prawdziwi kozacy mogli wbić tam gwoździa, by piłka doleciała do sufitu. Tylko raz widziałem taką sztukę na własne oczy, zrobił to w trakcie rozgrzewki przed ligowym meczem Georg Grozer, pokazując jaką dynamiką i siłą dysponuje.

Ale wracając do meczu… Wchodzę do hali, a tam okazuje się, że biało-czerwoni mają sparować z Brazylią. Od razu wpada mi w oko niewielki wzrostem chłopak, który ma niesamowitą dynamikę, technikę, skoczność – może nie wbija gwoździ jak Grozer, lecz i tak zwraca na siebie uwagę bijąc najwyżej piłki pod sufit . Nie  tylko na rozgrzewce jest najlepszy ale i w trakcie całego meczu – niezwykle zwinny, szybki, a przy tym materiał na prawdziwego lidera, widać że przyciąga innych niczym magnes. Pytam w końcu nieśmiało ojca, kto to jest? Wtedy tato, też widząc pierwszy raz tego chłopaka, dla nas przybysza z innej planety, dopytał trenera naszej kadry i dowiedział się, że nazywa się Giba. On już rok później po meczu w Jastrzębiu zadebiutował w kadrze seniorów, której pomógł wejść w okres świetności.

Jak dobrze wiemy, przez następne lata jego sylwetka przewijała nam się niemal przy każdym ważnym turnieju (wygrał igrzyska w Atenach, dwa razy zdobywał olimpijskie srebro, zgarnął trzy tytuły mistrza świata czy osiem triumfów w Lidze Światowej, był MVP na igrzyskach w Atenach, MVP w trakcie MŚ 2006 itd, itp…). Był znakiem naszych czasów. Pamiętam, jak pierwszy raz zagrałem przeciwko niemu w biało-czerwonych barwach, miałem taki cel: chciałem podbić jego wszystkie ataki, by nic nie wpadło, a potem podbiec do niego i zacząć pokrzykiwać. Niestety, nie poszło zgodnie z tym planem, a Giba pewnie nawet nie odnotował po drugiej stronie tego chłopaka w białej koszulce. Był w wyśmienitej formie, a z Ricardo grali takie rzeczy, że aż zapierało dech w piersiach. Swoje zrobiła też trema, dopadł mnie lekki paraliż, bo walczyłem z facetem, którego wcześniej oglądałem głównie w telewizji.

Tamta Brazylia z Gibą wyznaczała swego rodzaju kurs, to do jej ideału dążył cały siatkarski świat. On spowodował też, że zmieniły się trendy, przestano stawiać tylko na dwumetrowców – a zaczęto znowu zwracać uwagę na charakter, technikę i charyzmę, widząc jak znakomicie radzi sobie z „wysokim” blokiem rosłych zawodników po drugiej stronie siatki  . Dziś widzimy tego skutki,to jego zasluga, że  docenia się takich graczy, u nas choćby Miśka Kubiaka, który posiada to, co kiedyś miał Giba – świetną motorykę, genialną technikę i charyzmę, która scala zespół. We Francji jest Ngapeth, który też ma podobne sportowe cechy do Giby.

Gdy próbuję podsumować moje boiskowe starcia z Gibą i jego drużyną to raczej on ma więcej zwycięstw, chociaż były też takie chwile, gdy biało-czerwoni mogli cieszyć się ze zwycięstw nad wielką Brazylią. Boisko to jednak tylko część nas, a Giba poza nim był zawsze ciepłym, uśmiechniętym i przyjaźnie nastawionym do innych ludzi. W swojej biografii „Giba. W punkt”, która właśnie ukazała się w Polsce, odkrywa się, pokazuje zdecydowanie więcej niż tylko to, co widać było na boisku czy na podium. Z tym większą ciekawością czyta się takie rzeczy. Książka przenosi nas w świat człowieka, który dla większości był wzorem idolem do naśladowania. Pokazując jego punkt widzenia, uświadamia nas ze nawet ci wielcy to tylko zwyczajni ludzie  stający  często na przeciw problemow szarości życia codziennego.

 

 

Komentarze

komentarzy